Od czasu doświadczam czegoś w rodzaju rozmów ze znajomymi w półśnie w mojej głowie. Jest to dość męczące ponieważ nie pozwala zasnąć. Najczęściej występuje po imprezach, lub ogólnym niepokoju. Przenoszę się myślami w jakieś abstrakcyjne miejsce, często symboliczne typu sąd i rozmawiam, lub kłócę się ze znajomymi. Ostatnio w półśnie kłóciłem się z Jezusem po ognisku klasowym, a pogodzić próbowała nas Ewelina
. Trwało to z jakieś 5 minut. Potem oprzytomniałem i powiedziałem sobie w myślach, że to niemożliwe żebym z nimi rozmawiał i zasnąłem. Czasami jednak rozmówcy są bardziej natrętni. Rozmawiam z nimi, potem przytomnieję bo nie dają mi zasnąć, przestają mówić lecz, gdy wchodzę w półsen znów zaczynają.
Wiem, że nie jestem w tym odosobniony, gdyż co najmniej jedna bliska mi osoba cierpi na to samo (nie wiem, czy chciałaby abym zdradzał światu, że też tak ma
). Możliwe, że ma tak także przedstawicielka mojej bliskiej rodziny. Na pewno za to cierpi na, wydaje mi się, wrażenie będące w gruncie rzeczy tym samym co rozmowy w półśnie. Chodzi mi mianowicie o półsenne, męczące wizje, nie dające odpocząć. Są z reguły płytkie, zimne i pozbawione emocji. Nie pozwalają w pełni zasnąć. Ciągle zachowuje się przy nich jakąś cząstkę świadomości. Mi najczęściej przytrafiają się podczas pełni księżyca. Najdziwniejsze jest w nich to, że czasem pozostajemy biernym obserwatorem co raczej w normalnych snach się nie zdarza.
Idealnym przykładem będzie tu jedna z moich półsennych wizji w czasie, gdy nie czułem się najlepiej psychicznie. Moje łóżko wraz ze mną znalazło się w jakimś dziwnym miejscu – mogła to być inna planeta. Wokół były wraki różnych pojazdów. Kolorystyka była mroczna, poza mną wszystko było ciemnopomarańczowe jak na Marsie, ale dużo bardziej mroczne. Wszędzie latały i pracowały dziwne istoty. Potwory. Trochę jak Shinigami z Death Note (wtedy jeszcze nie znałem Death Note). Niektóre miały postrzępione skrzydła inne były grube. Była ich cała masa. Ja tylko leżałem i obserwowałem ich pracę. Panowała okropna cisza. Zdawało mi się tylko, że słyszę szum wiatru. Był zimny i głuchy. Ja tam zupełnie nie pasowałem, miałem nawet inne kolory. To były normalne kolory naszego świata. Po jakimś czasie się wybudziłem z tego “transu”, ale ta wizja wracała. Zasnąłem około 3 nad ranem, a położyłem się około 23 :/.
Innym razem miałem bardziej przerażającą wizję. Leżałem w szpitalu ciężko chory, tym razem kolory szarości, grobowy klimat. Znów okropna cisza, czasem tylko nienaturalne głosy personelu :]. Tym personelem byłem ja sam sklonowany wiele razy. Byłem pielęgniarkami, salowymi, lekarzami. Wszyscy opiekowali się kopią mnie leżącą w łóżku, krążyli wokół chorego mnie. Moja “świadomość” przenosiła się od jednego “ja” do drugiego. Wizja była dość długa. Pierwszy raz wybudziłem się z niej, gdy jeden z “ja” z personelu poprawiał kołdrę dla chorego “ja” w łóżku. W prawdziwym świecie także poprawiałem swoją kołdrę, odzyskałem przytomność podczas gładzenia jej ręką. Trwała do około 2 nad ranem z przerwami na świadomość.
Problemy (?) te miewam od czasu choroby podczas której leżałem w łóżku zgorączkowany. Dostałem Acodin na który jestem nadwrażliwy i który wzmógł jeszcze efekty gorączki. Leżąc w łóżku wydawało mi się, że jestem w samym środku Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Owsiak i masa ludzi krzyczęli coś do mnie, grała muzyka, zewsząd dochodziły jakieś hałasy. To było przerażające i wciąż powracało. Po otwarciu oczu wszystko zdawało się być takie wielkie. Czułem się jak malutki rodzynek w wielkim cieście. W końcu wstałem z łóżka i zasnąłem na stojąco, ale wciąż chodziłem. Podobno wszedłem do pokoju w którym odbywało się spotkanie rodzinne i zacząłem cieszyć się, że “znów umiem chodzić” (^^,).
Generalnie nie są to wizje przyjemne, zwykle przerażające i męczące. Jednak potem się je fajnie wspomina
.